Czarnogóra 7 dni na własną rękę
Czarnogórę wybraliśmy jako kierunek naszych wakacji, bo z informacji uzyskanych w internecie kierunek wydał nam się bardzo ciekawy, ciepły i stosunkowo tani w odniesieniu do dużo droższej Chorwacji. O ile jedzenie okazało się pyszne, typowo południowe, to temperatura w sierpniu jednak trochę za wysoka jak na odkrywanie tej destynacji po raz pierwszy.
Jako, że byliśmy nastawieni na zwiedzanie poszukiwaliśmy lokalizacji, zapewniającej dobrą bazę wypadową do najważniejszych kierunków, takich jak: Kotor, Budva, Petrovac na Moru. Zdecydowaliśmy się na miejscowość Sutomore.
Hotel Porto Sole, znaleziony na booking.com, nad samym morzem, zlokalizowany na początku wyremontowanej promenady wydawał nam się dobrym wyborem. Jest to butikowy hotel, z pięknymi dużymi oknami, przez które widać promenadę oraz morze, oferujący śniadania. Przy hotelu jest niewielki, ale wystarczający basen.
Generalnie byliśmy zadowoleni z hotelu, ale lokalizacja po kilku nocach okazała się mniej atrakcyjna, niż się spodziewaliśmy. Chodzi przede wszystkim o hałas z pobliskich restauracji. Codziennie od godz. 22.00 do 2.00 w nocy słyszeliśmy głośną muzykę z trzech różnych restauracji. Dla osób lubiących nocne życie - miejscówka jak najbardziej godna polecenia :-)
Czarnogóra to piękny kraj, w zasadzie z każdego miejsca widać góry. Oferuje wiele urokliwych plaż. Jednak zaskoczyło nas to, że w większości są one prywatne i płatne. Leżaki są ustawione tak blisko siebie, że na płatnej plaży nie ma możliwości „przycupnąć” na ręczniku nawet na chwilę. Byliśmy zdziwieni tym faktem, ponieważ wielokrotnie odwiedziliśmy pobliską Chorwację i tam nie spotkaliśmy procederu leżakowego na taką skalę. Niestety powszechność prywatnych plaż powoduje, że te publiczne są zatłoczone i również niezachęcające do spokojnego wypoczynku.
Niedaleko naszego hotelu odkryliśmy urokliwą, schowaną za tunelem Tunel Plażę. Jest to dzikie, trudno dostępne miejsce, dostępne wyłącznie dla osób, które wiedzą jak do niej dotrzeć. A trafić nie jest łatwo. Trzeba kierować się w stronę ruin zamku, gdy miniemy parking, po około 5 minutach marszu po prawej stronie pojawia się tunel, do którego należy wejść i kierować się do jego końca, ku światłu :-) Plaża jest kameralna, woda krystalicznie czysta i przejrzysta. Dodatkową atrakcją są na czerwone klify, które wyglądają fenomenalnie na tle turkusowego morza. Relaks gwarantowany, woda ciepła. Odpoczynek byłby jeszcze przyjemniejszy, gdyby turyści zabierali ze sobą śmieci, co niestety nie jest standardem w Czarnogórze.
Perazica Do
Mając wypożyczone auto można samemu poszukać plażowych perełek. Jedną z takich spokojniejszych miejscówek jest Perazica Do. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy z miejscowości Petrovac na Moru. Na plażę prowadzi przepiękna ścieżka, która znajduje się na zboczu góry. Dzięki temu przez całą trasę rozpościerają się wspaniałe widoki na morze i pobliskie wysepki. W zasadzie co chwilę są punkty widokowe. My zatrzymywaliśmy się jeszcze częściej, bo nie mogliśmy oprzeć się otoczeniu. Woda jest tu niebiańsko krystaliczna, a jej odcień niesamowicie błękitny, momentami wręcz wydaje się nienaturalny. Pod koniec trasy pojawia się dodatkowa atrakcja - skalne tunele, które w upalny dzień przynoszą ulgę od słońca i temperatury. Dla nas była to nie lada gratka przespacerować się i schłodzić w tunelach.
Plaża Perazica Do zachwyca naturalnością, niebiańskim kolorem wody oraz górującym nad plażowiczami betonowym, nieukończonym ogromnym hotelem. Budowla stoi tu od wielu lat, wręcz wplata się w skały i przyciąga turystów ze względu na unikalną, czasem nieco przerażającą atmosferę. Na wielu ścianach znajdują się kolorowe, piękne graffiti. Wielu przyjezdnych wchodzi na ostatnie piętro budynku po to, by skoczyć ze spadochronem albo podziwiać panoramę. My nie odważyliśmy się na to. Jednak skusiliśmy się „dotknąć” pierwszego piętra. Według mnie poruszanie się po obiekcie jest niebezpieczne ze względu na brak jakichkolwiek balustrad.
Dzięki temu, że hotel nie został ukończony Perazica Do jest plażą spokojną, zazwyczaj brak na niej tłumów. Atutem jest funkcjonująca restauracja, dzięki której nie musimy martwić się o przekąski oraz toaletę. Dodatkowo bliskość Petrovac na Moru zapewnia nam dostęp do szerokiej gamy restauracji i atrakcji nadmorskiej miejscowości. Szczerze polecam odwiedzić tę miejscówkę będąc w okolicy. Naprawdę warto.
Petrovac na Moru
Petrovac na Moru to jedno z malowniczych miejsc w Czarnogórze, które urzekło nas czystością (tak czystością! ponieważ w Czarnogórze zszokowała nas spora ilość śmieci na ulicach). Uroczą atmosferą niewielkiego, klimatycznego i turystycznego miasteczka w otoczeniu lasów sosnowych. Zaprasza ono turystów do zwiedzania weneckiej twierdzy z XVI wieku, spaceru po długiej promenadzie, odpoczynku na piaszczystej plaży oraz zajrzenia do wielu malutkich zatoczek z krystaliczną wodą. Możemy stąd popłynąć w rejs po Adriatyku albo samodzielnie dostać się na malutką wysepkę z kościółkiem świętej niedzieli. To kaplica znajdująca się na skalistej wysepce Sveta Neđelja naprzeciwko portu. Budowla powstała w miejscu starszej, zniszczonej w 1979 roku, a według legendy zbudował ją grecki żeglarz, którego statek rozbił się w pobliżu. Obok niej położona jest większa wyspa Katic.
Petrovac kusi wieloma lokalnymi restauracjami z widokiem na Adriatyk. My zjedliśmy obiad przy samym porcie, obserwując turystów zwiedzających twierdzę, korzystających z wodnych atrakcji oraz plażowiczów. Był to przyjemnie spędzony czas.
Żałowaliśmy, że nie wybraliśmy tej miejscowości jako naszą bazę wakacji w Czarnogórze. Znajdziecie tu zarówno apartamenty prywatne, jak i hotele. Obiecaliśmy sobie, że zatrzymamy się tu na dłużej następnym razem :-)
Perast i Kotor
Najbardziej znanym miastem Czarnogóry jest chyba Kotor, ze względu na jego starówkę otoczoną murami miejskimi oraz położenie w samym sercu Boki Kotorskiej. Zanim jednak podzielę się wrażeniami z tego miasta chciałabym polecić się przepiękną i całkiem niedaleko położoną miejscowością Perast. Często nazywany jest on perełką Boki Kotorskiej. Znajdziemy tu barokowe pałace dawnych mieszczan z XVII i XVIII wieku. W centrum miasteczka stoi kościół św. Mikołaja z jedną z najwyższych na wybrzeżu adriatyckim wieżą kościelną. Właśnie widok tej iglicy, morza i otaczających gór bardzo przypominał nam austracki Haalstat. Spacerując po Perast czułam się również jakbym była w Norwegii, ponieważ cała zatoka Boki Kotorskiej tworzy klimat nordycki. Widoki są przepiękne i jedyne w swoim rodzaju. Można je podziwiać godzinami.
Wielu turystów odwiedza Perast również po to, by popłynąć na pobliską sztuczną wyspę Gospa od Skrpleja (Wyspa Matki Bożej na Skale). Bardzo ciekawa jest historia tego miejsca. Według legendy na wystającej z wody niewielkiej skale dwóch rybaków odnalazło piękny obraz Maryi. Zawieziono go do kościoła św. Mikołaja gdzie jeden ze znalazców został cudownie uzdrowiony. Obraz jednak zniknął z kościoła i wrócił na skałę. Mieszczanie uznali to za znak i rozpoczęli przygotowania do budowy świątyni. W tym celu w okolicach skały zatapiano zdobyte lub uszkodzone okręty. Po usypaniu wysepki rozpoczęto budowę kościoła. Niewielka, barokowa świątynia pełni dziś funkcję muzeum (w święta i podczas ślubów odprawiane są tam msze). Cudowny obraz umieszczono w marmurowym ołtarzu z XVIII wieku.
Każdego roku 22 lipca, w rocznicę odnalezienia obrazu odbywa się tak zwana Fašinada. Udekorowane zielenią łodzie wypływają z miasta do kościoła, a dorośli mężczyźni (symbolizujący obrońców miasta) wrzucają do wody kamienie.
Na Gospa od Škrpjela możemy dopłynąć z nabrzeża - przewoźnicy czekają na turystów nad samą wodą. Ceny zaczynają się od 5€ za osobę. Rejs trwa ok 10 minut. Zachęcam do skorzystania z tej atrakcji, ponieważ widoki na okolicę zapierają dech w piersiach, dodatkowo z wysepki pięknie prezentuje się również sam Perast.
Obok Wyspy Matki Bożej znajduje się jeszcze jedna, naturalna wysepka Sveti Dorde (Wyspa św. Jerzego), na której przetrwał zabytkowy klasztor benedyktyński, którego historia sięga XII stulecia, oraz cmentarz gdzie chowano przedstawicieli najbogatszych rodów oraz kapitanów statków. Oficjalnie wyspa nie jest udostępniana dla turystów.
Warto wiedzieć: do Perast nie wjedziesz samochodem, ruch ograniczony jest dla mieszkańców lub turystów, którzy mają wykupiony apartament z parkingiem. Dlatego przed bramą do miasta spotkacie wiele osób, które będą namawiać na wykupienie miejsca parkingowego razem z rejsem na wyspy w cenie 20 euro za osobę! Nie polecam decydować się na tę opcję, ponieważ możecie bezpłatnie zostawić auto wzdłuż drogi, dojść pieszo do centrum Perast i wykupić taxi na wyspę Matki Bożej za jedyne 5 euro/osobę w obie strony. Opcja zdecydowanie tańsza, a spacer po Perast to wspaniałe wspomnienia.
Kotor
Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy z Perastu do zatłoczonego Kotoru. Naszym głównym celem było zwiedzanie starego miasta, które zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest ono naprawdę niewielkie, można je zwiedzić w godzinę, nawet latem, przy tłumach turystów. Z racji wznoszących się nad nim murów obronnych bardzo przypomina Dubrownik. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć Bramą Główną. Po jej przekroczeniu naszym oczom ukazuje się wieża zegarowa z XVII wieku. Przy wieży znajduje się pręgierz, przy którym mieszkańcy odbywali kary jeśli mieli cos na sumieniu.
Kolejnym ważnym punktem na starym mieście jest serbska cerkiew Sveti Nikola. Poznacie ją po bliźniaczych wieżach i serbskiej fladze. Znacznie mniejsza, ale bardzo urokliwa jest za to cerkiew Sveti Luka. Pierwotnie był to kościół katolicki, który w 1657 r. został przekształcony w cerkiew prawosławną. Co zaskakujące do roku 1812 zachował się ołtarz katolicki i odprawiano tu zarówno msze katolickie jak i prawosławne. Kontynuując spacer wąskimi uliczkami dotrzemy do katedry Svetog Tripuna. Została ona zbudowana w 1166 z., ale dwa trzęsienia ziemii zniszczyły większość oryginalnych fresków razem z monumentalnymi dzwonnicami, które mimo trudnej sytuacji ekonomicznej zostały odbudowane. Ciekawostką jest fakt, że odbudowa lewej wieży nigdy nie została ukończona i jest ona niższa o 2 metry od prawej.
Z każdego miejsca starego miasta widać twierdzę św. Jana na wzgórzu. Bardzo kusiła mnie wędrówka na szczyt i podziwianie widoków na Bokę Kotorską. Jednak ponad 30 stopniowy upał finalnie zniechęcił mnie do tej wycieczki. Jak się później okazało - znaleźliśmy ciekawą alternatywę w postaci Cable Car Kotor (ale o tym trochę później).
Parking Kotor: oczywiście z miejscami parkingowymi w sezonie jest problem, nawet tymi płatnymi. Nam udało się znaleźć postój w pobliżu promenady i to bezpłatny! Miejsce okazało się bardzo ciekawe, ponieważ do centrum spacerowaliśmy promenadą nad samą wodą, z atrakcjami Boki Kotorskiej - wznoszącymi się górami, zwanymi często fiordami. Tak naprawdę to nie fiordy a riasy, które powstały w wyniku zalania pradawnych dolin rzecznych, a nie działalności lodowca.
Kotor to malownicze miasto, z unikalnym położeniem. Zatoka Kotorska jest tu bardzo wąska, a otaczające ją strome góry opadające do morza tworzą niecodzienny klimat nad całym Adriatykiem. Ciekawie kontrastuje to wszystko z wpływającymi tu ogromnej wielkości promami.
Będąc w Kotorze nie sposób pominąć wjazdu wagonikiem kolejki linowej Cable Car na szczyt Lovcen Sama przejażdżka jest po prostu spektakularna. Podróż zajmuje około 11 minut. Startujemy ze stacji Dub, znajdującej się 32 metrach nad poziomem morza, do stacji Kuk na wysokości 1348 metrów na górze Lovcen. Podczas wjazdu aż po horyzont rozpościera się przed nami panorama Boki Kotorskiej, odsłania się Tivat z lotniskiem, a przede wszystkim urokliwe miasteczko Kotor. To perspektywa Czarnogóry, jakiej nie doznasz nigdzie indziej. My celowo wybraliśmy się tu późnym popołudniem, dzięki czemu dodatkową atrakcją było zachodzące słońce, które dodawało pięknego uroku całemu krajobrazowi. Widoki zapierały dech w piersiach.
Na szczyt Lovcen można również wjechać autem, ale zdecydowanie zachęcamy do tego, aby wybrać kolejkę linową. Znajdziecie tu restauracje, kawiarnie, sklep oraz niecodzienną atrakcję - kolejkę górską Alpine Coaster, która pędzi z prędkością aż 40 km/h. Niestety kolejka do coastera była tak długa, że tym razem nie skorzystaliśmy.
Budva
Budva jest bardzo podobna do Kotoru. Starówkę również otaczają mury obronne, ale jest ona położona na cyplu wysuniętym w głąb Adriatyku. Według mnie jest ona nieznacznie większa, a uliczki bardziej urokliwe i znacznie węższe. Mnie osobiście starówka w Budvie bardziej spodobała się niż Kotor. Widoki jednak są tu znacznie inne - zdecydowanie brakuje boki i wysokich gór wpadających do morza. Znajdziemy tu za to piękne plaże w samym centrum miasta i co zaskakujące - jest sporo przestrzeni wolnych od leżaków z parasolami.
Sama starówka to przede wszystkim monumentalna budowla, jaką jest Cytadela, w której mieści się niewielkie muzeum. To spacer po murach obronnych oraz dwie niewielkie cerkwie: św. Savy i św. Trójcy. Przy drodze do plaży Mogren stoi słynna rzeźba przedstawiająca tańczącą kobietę, którą znajdziecie na większości pamiątek z Budvy. Legenda mówi, że przedstawia ona dziewczynę, której ukochany stracił życie na morzu. Kobieta przysięgła mu wierność i każdego dnia wychodziła na morski brzeg wpatrując się w fale.
Zaledwie 150 metrów od centrum starówki znajduje się rozległa i piaszczysta plaża Mogren. Wejście do wody jest łagodne i w jednej części piaszczyste. Plaża zachwyca pięknymi widokami na pobliskie wysepki, a jeśli dojdziecie do końca plaży, to będziecie mogli podziwiać również starówkę Budvy (czego nie doświadczycie w Kotorze). Z racji tego, że jest ona otoczona wysokimi klifami, jest tu sporo cienia w upalne dni oraz naturalna osłona przed wiatrem. To idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, ponieważ mieści się tu zaplecze gastronomiczne i sanitarne. Woda jest tu krystalicznie czysta, na dużej głębokości wyraźnie widać dno. To uprzyjemnia pluskanie się w wodzie. Dodatkową atrakcją jest zamontowana huśtawka niedaleko od brzegu. Ciekawe kadry gwarantowane :-) uważajcie na jeżowce, bo nam przytrafiła się przygoda z nadepnięciem na jednego, która nie należała do zbyt przyjemnych…
Parking - w Budvie jest sporo płatnych parkingów, zarówno pod chmurką, jak również podziemnych. My zaparkowaliśmy kilka kroków od promenady. Zaskoczeniem było dla nas to, że płatny parking funkcjonuje w budynku, którego nie ma, ponieważ jedyne co zostało wybudowane, to właśnie podziemny parking :-) w Polsce i chyba w całej Europie taki obiekt nie nadawałby się do użytku, a w Czarnogórze to już biznes, na którym się zarabia!
Sveti Stefan
W drodze powrotnej z Budvy warto odwiedzić Sveti Stefan z niewielką wysepką. Jest to najbardziej fotogeniczne miejsce Czarnogóry. Znajdziemy je na wielu widokówkach i pamiątkach z tego kraju. W XX wieku na wyspie mieszkało kilkadziesiąt rodzin, które w latach 50-tych zostały przesiedlone w głąb wyspy. Władze Jugosławii postanowiły utworzyć na wyspie kurort z luskusowym hotelem. Obiekt funkcjonował do lat 90-tych i upadł wraz z upadkiem Jugosławii.
Władze Czarnogóry postanowiły dać temu miejscu jeszcze jedną szansę i w 2008 roku otwarto, po rewitalizacji, 5 gwiazdkowy hotel. Niestety wyspa aktualnie jest zamknięta dla turystów. A z tego co można wyczytać w różnych źródłach hotel w 2021 r. został zamknięty (na skutek konfliktu między dzierżawcą terenu, na którym znajduje się hotel (działający pod marką Aman) a właścicielem - rządem Czarnogóry). W czasach świetności ceny noclegów dochodziły do 6000 euro za noc, z których korzystali celebryci z całego świata.
Miejsce warte odwiedzenia, widok na wysepkę z kilkudziesięcioma kamienicami z ceglanymi dachami koi duszę i serce. Szczególnego uroku temu miejscu dodaje zachodzące słońce. Jeśli nie macie czasu zatrzymać się na dłużej w Sveti Stefan, to zatrzymajcie się chociaż na jednym z parkingów przy głównej drodze. Satysfakcja gwarantowana! Piękne kadry również. Polecam!
Co nas zaskoczyło w Czarnogórze?
- ilość płatnych plaż - jest ich ogrom, w zasadzie większość plaż posiada płatne leżaki, bez wykupienia których nie masz możliwości korzystania z plaży. Mimo tej powszechności znajdziemy w popularnych miejscach, jak m.in. Budva, czy Kotor plaże na ręczniki.
- Wypożyczenie auta - skorzystaliśmy z propozycji przez booking.com, zdecydowaliśmy się na wypożyczalnię greenmotion, to pomimo dobrych opinii nie byliśmy zadowoleni z obsługi. Auto, które otrzymaliśmy było najgorsze w całej naszej historii wypożyczania aut za granicą: zdezelowane, brudne, a co najważniejsze klasę niższe niż to za które zapłaciliśmy. Powinniśmy otrzymać Forda Focusa (albo podobny), a dostaliśmy Forda Fiestę. Polecam zatem korzystać ze znanych międzynarodowych wypożyczalni, które w mojej ocenie są nieco droższe ale trzymają jakość obsługi.
- Śmieci wszechobecne. Mieszkaliśmy w Sutomore nad deptakiem i od pierwszego do ostatniego dnia otaczały nas śmieci na ulicach, plaży, spacerze. Kontenery na śmieci były przeładowane, odpadki wysypywały się dookoła, co wiązało się z nieprzyjemnym widokiem i zapachem. W zasadzie w trakcie naszego tygodniowego pobytu tylko raz widzieliśmy służby sprzątające, więc być może problem wynika właśnie z tego.
- Parking podziemny - funkcjonujący, płatny parking podziemny w Budvie w budynku, którego jeszcze nie ma. W zasadzie jedyną wybudowaną częścią obiektu był właśnie parking podziemny. W Polsce niemożliwe byłoby prowadzenie biznesu w takim miejscu, bez jakichkolwiek odbiorów budowlanych.
Kategoria: Tygodniowy urlop z rodziną , Tagi: ##Czarnogóra #wakacjenawlasnareke #Bałkany
Będzie mi miło jak zostawisz komentarz