Tym razem w zimowe ferie zdecydowaliśmy się na citybreak w Rzymie.
Lot z Gdańska do Rome Fiumicino to jedyne 2:15 godz. Z lotniska bardzo dobre i szybkie połączenie autobusem, którym udaliśmy się do Watykanu, gdzie zarezerwowaliśmy apartament.
Z racji tego, że do apartamentu dotarliśmy ok. północy pierwszy dzień postanowiliśmy spędzić na spokojnie, bez presji. Zdecydowaliśmy się na pobliskie Zatybrze, klimatyczną dzielnicę na zachodnim brzegu rzeki Tybr. To spokojny, mniej turystyczny Rzym.
I dzień
Z naszego noclegu, wolnym spacerem dotarliśmy do Zatybrza w niecałą godzinę, ale tylko dlatego, że po drodze po raz pierwszy naszym oczom ukazał się Watykan z Bazyliką św. Piotra na czele. Dodatkowo tego dnia odbywała się jakaś impreza z kolorową paradą konną.
Spacer wzdłuż Tybru jest całkiem przyjemny w styczniu. Domyślam się jednak, że latem może doskwierać hałas samochodów, bo jest to szlak przy ruchliwej ulicy. Nasze obcowanie z Zatybrzem rozpoczęliśmy od dzielnicy Trastevere. Od razu, po wejściu w zabudowania czuć autentyczny klimat tej awangardowej dzielnicy. Po kilku minutach dotarliśmy na Piazza della Scala i tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zjeść obiad w restauracji Tonnarello. Już pierwszego dnia Włosi dali się poznać jako sympatyczni, uśmiechnięci i bardzo rozmowni. Dodatkowo okazało się, że nasz kelner ma polskie pochodzenie i przywitał nas łamaną polszczyzną. My również nauczyliśmy go nowego słowa: podpłomyki, tak nazwaliśmy foccacie, którą kelner polecił nam na przystawkę.
Zatybrze jest dość spokojne, nie spotkacie tu mega tłumów, w zamian zobaczycie latające na wolności papugi w otoczeniu drzewek pomarańczowych i wywieszonego prania pośród wąskich uliczek.
Polecam odwiedzić Piaza do Santa Maria z jedną z najstarszych Bazylik w Rzymie, Bazyliką św. Marii oraz słynną Via della Lungaretta, która przez wielu uznawana jest za jedną z najpiękniejszych w tej dzielnicy. Nas szczególnie nie zachwyciła, być może dlatego, że o tej porze roku brakowało roślinności.
Stąd już niedaleko do Bazyliki Santa Maria i znanego z wielu zdjęć i przewodników marmurowego medalionu: Usta Prawdy. Jest to starożytny artefakt, który znajduje się w przedsionku bazyliki i według legend ma moc wykrywania kłamstw. Osoba, która wsunie rękę do kamiennych ust i skłamie straci rękę. Marmurowy blok od wieków budzi ciekawość badaczy i w zasadzie do dziś jego historia i funkcja pozostają niewyjaśnione. Obecnie jest obowiązkowym punktem dla turystów odwiedzających Rzym, którzy tłumnie robią sobie tu pamiątkowe zdjęcia.
Gdy będziecie w pobliżu Bazyliki Santa Maria zwróćcie uwagę na dwie niewielkie budowle w parku z fontanną, tuż przy bazylice. Są to Świątynia Herkulesa Zwycięzcy z II w p.n.e, nazywana też rotundą Herkulesa oraz Świątynia Portunusa, z 80 r. p.n.e. Warto się im przyjrzeć, szczególnie jak zdamy sobie sprawę jak stare są to budowle.
Wracając w kierunku naszego apartamentu nie mogliśmy ominąć Wzgórza Janikulum. Prowadzi do niego dość długa, ale przyjemna trasa, ponieważ po drodze napotkaliśmy kilka przyjemnych punktów widokowych na Rzym. Janikulum jest jednym z najwyższych wzgórz najbliżej Watykanu.
U podnóża Janikulum znajduje się przepiękna barokowa fontanna dell’Acqua Paola. My mieliśmy to szczęście, że dotarliśmy do niej tuż po zmroku i mogliśmy podziwiać ją podświetloną. Domyślam się, że za dnia jest piękna, ale podświetlona robi niesamowite wrażenie.
Stąd juz kilka minut dzieliło nas od wzgórza. O tym, że jesteśmy na szczycie informuje monumentalny pomnik Giueseppe Garibaldiego oraz jego żony Anity.
Mimo, że dotarliśmy tu po zmroku Rzym było widać bardzo wyraźnie, a w zasadzie jego zabudowania i ogromną powierzchnię. Wyłaniały się również inne wzniesienia oraz Watykan, z solidnie podświetloną kopułą Bazyliki św. Piotra. Dojrzeliśmy też Kościół św. Anioła, który zmobilizował nas do powrotu inną trasą.
Janikulum to bardzo przyjemne miejsce, z szerokimi tarasami widokowymi, ławeczkami oraz lokalnymi kramikami, sprzedającymi pamiątki albo przekąski. Można tu miło spędzić dzień, bądź odpocząć wieczorem.
Jak wcześniej pisałam, wracaliśmy do apartamentu inną trasą, robiąc tym samym solidne koło tego dnia. Przy okazji mogliśmy podziwiać pięknie oświetlony Rzym, a przede wszystkim jego zabytki.
II dzień
Drugi dzień poświęciliśmy na najważniejsze miejsca starożytnego Rzymu, tj. Koleseum, Forum Romanum i Palatyn.
Ponownie pieszo, w 40 minut z naszego apartamentu dotarliśmy do Koloseum. Bilety kupiliśmy jeszcze przed wyjazdem, on line. Do czego zachęcam. Polecam kupić je przez oficjalną stronę muzeum, żeby nie przepłacać: https://colosseo-roma.it
Strona jest nawet w języku polskim, więc bez problemu poradzicie sobie z zakupem biletów. Polecam być wcześniej i koniecznie zabrać dokument ze zdjęciem, ponieważ do najważniejszych zabytków w Rzymie obowiązuje kontrola bezpieczeństwa (trzeba zeskanować torby, plecaki, kurtki, oraz w razie potrzeby poddać się kontroli bezpośredniej, jeśli zostaniemy wytypowani przez strażnika). To wszystko sprawia, że wejście na wykupioną godzinę się opóźnia. My odwiedziliśmy Rzym w styczniu, to wszystko szło bardzo sprawnie i szybko. Dobrze wiedzieć, że dzieci do 18 roku życia wchodzą za darmo. Na zwiedzaniu Koloseum warto przeznaczyć ok. 2 godzin. Dodatkowo polecam doliczyć kolejne, co najmniej 2 godziny, na Forum Romanum i Palatyn.
Koloseum poza tym, co widzimy z zewnątrz to również bardzo ciekawe wnętrza, podziemia i arena. Nam nie udało się kupić biletów do podziemia (liczba ograniczona), ale na arenę już tak. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że wejście na arenę zrobi na mnie tak duże wrażenie. A jednak. Widok na Koloseum z tej perspektywy ukazuje jego wielkość, jego przestrzeń i ogromne rozmiary. Naprawdę warto dokupić tę opcję i stanąć pośrodku tego kolosa, który był w stanie pomieścić 70 tysięcy widzów. To niebywałe, że jego budowla trwała tylko 5 lat. Koloseum, wysokie na 52 metry, odpowiada 17-piętrowej konstrukcji, zdołało stanąć dzięki genialnej technice konstrukcyjnej łuku, elementu architektonicznego używanego przez Rzymian do budowy akweduktów. Aż 80 łuków rozmieszczonych na czterech piętrach tworzy słynny eliptyczny kształt Koloseum. To wszystko jest ciekawie zaprezentowane w muzeum, które zwiedzamy. Podczas wycieczki zapoznajemy się również z wieloma funkcjami, jakie pełnił amfiteatr przez wieki.
Przy głównym wejściu do Koloseum stoi Łuk Konstantyna Wielkiego, na który warto zwrócić uwagę. Został on zbudowany w latach 312–315 dla uhonorowania dziesięciolecia sprawowania władzy przez cesarza Konstantyna oraz dla uczczenia jego zwycięstwa nad Maksencjuszem. Jest pięknym zabytkiem, przy którym warto wypocząć po długim spacerze po amfiteatrze.
Bilet z Koloseum uprawnia nas do zwiedzania Forum Romanum oraz Palatyn, co też uczyniliśmy. Uprzedzam, że trzeba nastawić się na sporą ilość kroków oraz pilnować godzin otwarcia muzeów, co w styczniu miało szczególne znaczenie, bo godzina zamknięcia to już 16:30. Ponownie czekała nas kontrola bezpieczeństwa przed wejściem.
Forum Romanum to najstarszy plac miejski w Rzymie, otoczony sześcioma z siedmiu wzgórz: Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. Główny polityczny, religijny i towarzyski ośrodek starożytnego Rzymu, miejsce najważniejszych uroczystości publicznych.
Po wejściu na wzgórze widzimy również Koloseum z innej perspektywy. Polecam zatrzymać się tu na chwilę, by zrobić pamiątkowe zdjęcia.
Forum Romanum to dziś w większości już tylko ruiny, ale stanowią najważniejszy obszar archeologiczny w Europie. Warto odwiedzić to miejsce, aby podziwiać ślady dawnej potęgi Rzymu. Najważniejsze zabytki muzeum, a jest ich naprawdę sporo, to: Świątynia Wenus i Romy, Łuk Tytusa, Bazylika Maksencjusza i Konstantyna, Świątynia Romulusa, Świątynia Antonina i Faustyny, Świątynia Westy, Łuk Septymiusza Sewera, Świątynia Saturna, Świątynia Kastora i Polluksa.
Wzgórze Palatyn
Palatyn to jedno z siedmiu wzgórz Rzymu i miejsce najstarszej rzymskiej osady. To właśnie tutaj w grocie wilczyca miała karmić Romulusa i Remusa – legendarnych założycieli Rzymu. Na Palatynie znajdowały się świątynia Wiktorii, świątynia Jowisza Statora, Dom Liwii, pałac Septimusa Sewera i pałac Domicjana. W okresie republiki Palatyn był dzielnicą bogatych willi należących do Cycerona, Krassusa, czy Marka Antoniusza.
Na Palatynie znajduje się taras widokowy, z którego możemy podziwiać panoramę Forum Romanum oraz centrum Wiecznego Miasta. Tuż obok znajdują się zadbane ogrody, z dużą ilością drzewek z pomarańczami, które rosły również w styczniu. To miejsce, w którym możemy odpocząć po długim zwiedzaniu, pokonując sporą ilość schodów.
Mając wygodne buty powinniście bez problemu dotrzeć do wszystkich atrakcji. Kierunek zwiedzania jest dość dobrze oznakowany, choć nie ukrywam, że czasem mieliśmy problem, żeby zdecydować w którą stronę pójść, podobne wyzwanie pojawiło się z finalnym wyjściem, tym bardziej, że zaczęto wywoływać z głośników, że muzeum zaraz się zamyka.
Po wyjściu z muzeów polecam pobliską, bardzo klimatyczną restaurację Osteria Da Samu z lokalnym jedzeniem i uśmiechniętymi od ucha do ucha kelnerami.
Na powrocie ponownie spojrzeliśmy na Koloseum wieczorową porą, które oświetlone ma wyjątkowy urok. Tym razem postanowiliśmy również przyjrzeć się z bliska Pomnikowi Wiktora Emanuela II przy Piazza Venezia. Warto się tu wspiąć po 196 schodach, by podziwiać historyczną panoramę miasta. Dla chętnych udostępniono taras widokowy, na który prowadzi winda. Stąd widoki zapewne są jeszcze ciekawsze. My jednak nie skorzystaliśmy z tej atrakcji.
Budowla jest monumentalna, wzniesiono ją jako pamiątkę zjednoczenia Włoch w latach 1885-1911. Z założenia monument miał stać się swoistym kamiennym skwerem, miejscem spotkań rzymian. Znajdują się tu Centralne Muzeum Włoskiego Zjednoczenia, Ołtarz Ojczyzny oraz Grób Nieznanego Żołnierza.
Trochę przez przypadek dotarliśmy na Piazza della Rotonda i stanęliśmy oko w oko z Panteonem. To tylko potwierdza jak szybko można zobaczyć najważniejsze zabytki starożytnego Rzymu. Wiele z nich usytuowanych jest bardzo blisko siebie. Panteon otacza wiele kamienic, jest przy nim niewielki plac i fontanna. Nie ukrywam, że dość mocno zdziwiliśmy się, że budowla stoi w takim nietypowym miejscu. Zdjęcia, które oglądałam przed wyjazdem nie pokazują tej niewielkiej przestrzeni, która przeznaczona jest na świątynię. Nie wiem w zasadzie dlaczego, ale zakładałam, że plac jest dużo większy, a dookoła nie ma zabudowań. Generalnie Panteon został wzniesiony w 27 r p.n.e. i był zadedykowany wszystkim rzymskim bogom. Dopiero od 609 r. Z woli papieża Bonifacego IV jest świątynią katolicką. Ma kształt rotundy i jest poprzedzony portykiem podpartym na 16 granitowych kolumnach. Kopuła budowli jest odlana z niezbrojonego, monolitycznego betonu z centralnym otworem w kopule (oculus), oświetlającym wnętrze. Co do dziś czyni ją największą niezbrojoną kopułą na świecie.
Dzień III
Kolejny dzień, również przeznaczyliśmy na muzeum, tym razem naszym celem były Muzea Watykańskie. Podobnie, jak w przypadku Koloseum, również polecam zakup biletów on-line z oficjalnej strony: https://www.museivaticani.va
Warto unikać odwiedzin w środy, ponieważ tego dnia jest audiencja papieża i znacznie więcej turystów. Pomimo rezerwacji już w styczniu musieliśmy stać w kolejce do wejścia ok. pół godziny. Natomiast kolejka do kasy biletowej była gigantycznie długa i nie wyobrażam sobie stać w niej zapewne ok. 1,5-2 godziny. Po wejściu jest bezpłatna szatnia na plecaki, nie kurtki. My popełniliśmy błąd, ponieważ schowaliśmy kurtki do plecaków, a muzea są obszerne i zimne, część ekspozycji jest również na zewnątrz, dlatego nie polecam pozbywać się wierzchnich okryć. Na muzea proponuję przeznaczyć co najmniej pół dnia. Jeśli w trakcie będziecie chcieli zrobić przerwę na lunch lub kawę i spokojnie podziwiać większość ekspozycji, to zdecydowanie zajmie to 5-6 godzin.
Muzeum od wejścia zachwyca krętymi schodami, ale to te przy wyjściu okażą się prawdziwym dziełem sztuki (ale o tym później). My postanowiliśmy zwiedzać z przewodnikiem audio, dostępnym w języku polskim. Według mnie jest to wygodna forma, ponieważ sami decydowaliśmy o tempie zwiedzania. Generalnie muzea to zbiory z całego świata, tematyka różnorodna, co mnie osobiście zaskoczyło. Spodziewałam się raczej wyłącznie świeckich tematów, a tak naprawdę to zbiór muzeów i ponad 1400 sal, które łączą ogromną kolekcję najważniejszych i najsłynniejszych dzieł sztuki na świecie. Spośród najbardziej znanych warto zwrócić uwagę na dzieła Rafaela, niesamowitą Galerię Map, galerię obrazów Pinakoteki i oczywiście znaną na cały świat - Kaplicę Sykstyńską. Wbrew moim oczekiwaniom okazała się całkiem nieduża, jak na ujęcia znane z telewizora. Jest za to bardzo wysoka i aż trudno uwierzyć, że freski na sklepieniu, z tym najsłynniejszym: Stworzenie Człowieka, namalował Michał Anioł własnoręcznie.
Ważne - w Kaplicy obowiązuje dress code, zakazane są przede wszystkim krótkie spodenki i odkryte ramiona. Obowiązuje również zakaz fotografowania, do którego nawołuje straż watykańska.
W muzeum znajdziemy również polski akcent - monumentalne dzieło Jana Matejki „Jan Sobieski Pod Wiedniem” z 1883 r., które przedstawia triumf Króla Polski nad Turkami. Obraz znajduje się w dedykowanej sali Sobieskiego i jest jednym z najczęściej oglądanych dzieł w Watykanie.
Przy wyjściu z muzeum warto zwrócić uwagę na słynne kręte schody z 1932 r. Zbudowane są z brązu i marmuru, ozdobione papieskimi herbami, mają kształt helisy (jak DNA) i pozwalają na wchodzenie i schodzenie bez krzyżowania się. Są jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w Muzeum Watykańskim, jednym z najczęściej odwiedzanych muzeów świata.
Warto wiedzieć, że na terenie Muzeum Watykańskiego znajduje się Bazylika Świętego Piotra, której zwiedzanie jest bezpłatne. Na zwiedzanie proponuję przeznaczyć ok. Godzinę. Przed wejściem obowiązkowo czeka nas kontrola bezpieczeństwa. Jeśli ktoś chce wejść na kopułę bazyliki musi kupić specjalny bilet. Niestety nam nie udało się go zdobyć, ponieważ w styczniu atrakcja została zamknięta o godz. 17:00, a my planowaliśmy zdobyć ją kilkanaście minut później.
Bazylika świętego Piotra jest monumentalna, że aż przytłaczająca swoją wielkością. Jej wysokość to 137 metry, co powoduje, że człowiek czuje się wręcz jak mrówka w jej wnętrzach. Wedle tradycji została zbudowana na miejscu pochówku św. Piotra, uznawanego przez katolików za pierwszego papieża, jego grób znajduje się pod głównym ołtarzem. Bezpośrednio nad grobem stoi ogromny baldachim autorstwa Berniniego (jego dzieło to również Plac św. Piotra i fontanna Czterech Rzek na Piazza Navona). Świątynia jest nekropolią papieży, w tym świętego Jana Pawła II. Bazylika pełna jest również wspaniałych zdobień i rzeźb.
Dzień IV
Piazza Navona
Czwarty dzień to przede wszystkim Rzym średniowieczny pod znakiem najsłynniejszych fontann.
20 minut pieszo od apartamentu jesteśmy na jednym z najwspanialszych placów w Rzymie - Piazza Navona. Wyłania się całkiem niepozornie pośród kamienic. W styczniu plac prawie pusty, niewielu turystów, pamiątkarzy i otwartych kawiarenek. Dzięki temu mamy okazję zobaczyć plac z dużej perspektywy. Chociaż z drugiej strony trochę brakuje zapachu wszechobecnej kawy. Całe szczęście tuż przy wejściu na plac spotykamy stoisko z prażonymi kasztanami i po raz pierwszy w życiu mam okazję spróbować tych smakołyków. Doświadczenie ciekawe, przypominające prażone ziemniaki (takie z ogniska), polecam posmakować.
Największym symbolem Piazza Navona jest fontanna Czterech Rzek, stojąca w samym sercu placu, symbolizuje cztery wielkie rzeki: Dunaj, Ganges, Nil oraz Rio de la Planta. Ciekawostką jest fakt, że wyryte są na niej hieroglify, które są dziełem Rzymian (nie Egipcjan), a treść odnosi się do cesarza Domicjana, który ufundował stadion (!) stojący dawniej w miejscu Piazza Navona.
Po obu krańcach placu znajdziemy jeszcze dwie fontanny. Po stronie południowej znajduje się Fontanna Maura, w centralnej części stoi postać Maura, mieszkańca muzułmańskiej części Afryki, otoczonego przez delfiny i trytonów.
Po stronie północnej stoi fontanna Neptuna. Dopiero pod koniec XIX wieku budowla zyskała obecną formę, kiedy to władze miasta stwierdziły, że powinna dorównać dwóm pozostałym. To właśnie wtedy dołożono rzeźbę boga mórz walczącego z ośmiornicą (motyw ten często pojawia się na fotografiach i pamiątkach z Rzymu).
Będąc na placu warto wejść do Kościoła św Agnieszki.
Po wprowadzeniu edyktu mediolańskiego w Rzymie zaczęły powstawać bazyliki i oratoria wznoszone w miejscu śmierci najważniejszych męczenników. Jedno z nich powstało też przy stadionie Domicjana i poświęcone było św. Agnieszce. Świątynia ta zmieniała się na przestrzeni wieków, aż w 1652 roku papież Innocenty X zlecił jej całkowitą przebudowę. Koniec końców sąsiadowała ona z jego rozbudowaną niedawno rezydencją, więc zależało mu na tym, żeby dobrze się prezentowała. Decyzję ułatwiał fakt, że oryginalny budynek wychodził w przeciwną stronę i skierowany był na ulicę Via Santa Maria dell’Anima. Historia św. Agnieszki jest bardzo ciekawa: była nastoletnią dziewicą (w momencie śmierci miała 12, maksymalnie 13 lat), żyła w czasach prześladowań Decjusza (III wiek) lub Dioklecjana (IV wiek). Wyrok śmierci wydano na nią za to, że po złożeniu ślubów czystości odrzuciła zaloty jednego z wysoko postawionych adoratorów, przez co została oskarżona o bycie chrześcijanką, co ostatecznie doprowadziło do skrócenia jej o głowę, gdyż nigdy nie wyrzekła się wiary ani nie złamała złożonej Bogu przysięgi. Początkowo Agnieszkę skazano na śmierć przez spalenie. Płomienie się jej jednak nie imały, gdyż według tradycji została ochronione przez długie włosy, które cudownie pokryły jej młode ciało. Następnie debatowano nad zesłaniem jej do domu publicznego (lupanaru), ale zaniechano tego pomysłu zaraz po tym, jak jednego z pożerających ją wzrokiem mężczyzn poraziła natychmiastowa ślepota. Ostatecznie powzięto decyzją o dekapitacji (ścięciu głowy), która zakończyła jej żywot.
Poza ciekawą architekturą kościoła św. Agnieszki znajdziemy tam niewielką kaplicę z relikwiami z czaszką młodej męczenniczki.
Z Piazza Navona zaledwie kilka minut spacerem dzieli nas od Panteonu. Tym razem dotarliśmy tu za dnia i skorzystaliśmy z możliwości wejścia do środka. Poza sezonem oczekiwanie w kolejce do wejścia zajęło nam raptem ok. 10 minut. Stąd przysłowiowy rzut beretem do kolejnej ciekawej perełki: Bazylika Santa Maria spora Minerva, która znajduje się przy Piazza della Minerva. Bazylika zawdzięcza nazwę temu, że została zbudowana bezpośrednio na ruinach świątyni poświęconej egipskiej bogini Izydzie, którą błędnie utożsamiano z grecko-rzymską Minerwą. Wśród wielu dzieł sztuki znajdujących się w bazylice warto wyróżnić rzeźbę Michała Anioła Cristo della Minerva (1521) oraz cykl fresków z końca XV wieku (1488–1493) w Kaplicy Carafy autorstwa Filippina Lippiego. W świątyni znajdują się również liczne pomniki nagrobne.
Przed wejściem znajduje się słynny obelisk ze słoniem - polecam zwrócić na niego uwagę. W Wiecznym Mieście znajduje się obecnie 12 starożytnych obelisków. Statua została zaprojektowana przez Gian Lorenza Berniniego, a sam słoń prawdopodobnie został wyrzeźbiony przez jego asystenta, Ercole Ferratę. Egipski obelisk odkryto podczas wykopalisk prowadzonych w pobliżu. Rzeźba została odsłonięta w lutym 1667 r.
Po drodze do fontanny Di Trevi polecam zatrzymać się na chwilę przy Piazza Sant’Ignazio, a konkretnie wejść do kościoła św. Ignacego Loyoli. To popularne miejsce słynie z klimatycznej architektury oraz wnętrza z iluzjonistycznymi freskami Adnrei Pozzo i słynnym lustrem do selfie. Wewnątrz kościoła znajduje się specjalne lustro umożliwiające podziwianie fresku na suficie (słynna "malowana kopuła") bez zadzierania głowy. Kościół stał się hitem wśród turystów i infduencerów, przez co do lustra ustawiają się bardzo długie kolejki.
Z Piazza Sant’Ignazio tylko kilka kroków dzieli nas od słynnej na cały świat Fontanny Di Trevi. Dotarliśmy do niej w trakcie dnia i wróciliśmy późnym wieczorem. Moim zdaniem warto dać sobie szansę, aby zobaczyć fontannę w dwóch odsłonach - dziennej i nocnej, bo ta druga jest pięknie oświetlona. Nieważne o której porze dnia byliśmy przy wodotrysku - za każdym razem spotkaliśmy tłumy turystów, czekających w kolejce, by podejść do dolnej części. Warto czekać, kolejka sprawnie się porusza, podchodząc bliżej możemy przyjrzeć się z bliska greckiemu bogowi Okeanosowi (jeden z bogów wywodzących się z mitologii greckiej, który był symbolem wszelakich wód: mórz, rzek, jezior i oceanów) oraz innym płaskorzeźbom. Po obu stronach Okeanosa umieszczono dwie wysokie statuy. Lewa symbolizuje Obfitość, a prawa Zdrowie. Pierwsza z nich trzyma róg obfitości w ręce, a druga poi węża. Co ciekawe fontanna jest zasilana wodą z akweduktu Aqua Virgo (który zasila również akwedukty na Piazza Navona). Ta wysoka na niemal 27 metrów fontanna zajmuje obszar praktycznie całej ściany znajdującego się w tle Pałacu Poli. Monument powstał z trawertynu, czyli białej skały wapiennej wydobywanej w okolicy miasta Tivoli (kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu).
Popularnym zwyczajem jest wrzucanie monety do fontanny, co ma zagwarantować wrzucającym, że uda im się powrócić do wiecznego miasta. Żeby się to spełniło musimy zastosować się do instrukcji: stanąć do fontanny tyłem i przerzucić monetę prawą ręką przez lewę ramię. Zwyczaj ten stał się na tyle popularny, że każdego dnia w wodzie ląduje kilka tysięcy Euro! Rocznie jest to ponad milion euro! Każdego dnia w nocy monety są wyciągane z fontanny i przeznaczane na cele charytatywne.
Schody Hiszpańskie
Wieczne miasto jest na tyle niesamowite, że żyje faktycznie całą dobę, nas urzekło dodatkowo tym, że wszędzie mogliśmy dotrzeć na własnych nogach. Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, czasem tłocznymi, innym razem prawie zupełnie pustymi, odosobnionymi. Wszystkie były ciekawe, pachnące suszonym mięsem, pizzą, cannoli, kawą. Muszę przyznać, że Rzym jest czystym miastem. Nie spotkamy tu porzuconych śmieci, plastikowych butelek, kubków od kawy. Nawet tak popularne miejsca jak Schody Hiszpańskie, mimo wielu turystów zapamiętam jako wspaniałe dzieło architektury, niczym nie zmącone :-)
Atrakcja przy Piazza di Spagna to jedne z najdłuższych i najszerszych schodów w Europie. To przykład harmonijnego połączenia elementów barokowych, renesansowych i klasycystycznych. Kaskada wypolerowanych kamiennych stopni, zbudowanych z trawertynu, majestatycznie spływa ze szczytu Wzgórza Pincio aż do podnóża Placu Hiszpańskiego. Warto wiedzieć, że w 2019 roku wprowadzono zakaz siadania na schodach, aby uchronić je przed zniszczeniem. Za złamanie zakazu grozi wysoki mandat, nawet do 400 euro. Podczas naszej wizyty mimo niewielkiej ilości turystów strażnicy pilnowali porządku i ponaglali tych, którzy zrobili sobie krótki odpoczynek. Warto wspiąć się na szczyt schodów, by podziwiać panoramę wiecznego miasta.
Dzień V
Ostatni dzień pobytu w wiecznym mieście był zdominowany przez wieczorny wylot do Polski. Za zgodą naszych właścicieli mogliśmy wymeldować się dopiero ok. godz. 11-stej. Postanowiliśmy pożegnać się z zaprzyjaźnionym pizzer manem, u którego co wieczór zamawialiśmy pizzę i przespacerować się po najbliższej okolicy. Nieopodal znajdowało się ciekawe miejsce: wzgórze Pincio z tarasami napoleońskimi, ogrodami Villa Borghese i panoramą miasta. Taras Pincio oferuje przepiękny widok na Plac Popolo (Piazza del Popolo), który historycznie stanowił główną bramę wjazdową miasta. Dziś znany jest z egipskiego obelisku, dwóch bliźniaczych kościołów oraz jako początek trójzębu ulic: Via del Corso, Via del Babuino oraz Via di Ripetta, tworząc charakterystyczny układ urbanistyczny. W oddali widoczne są również Bazylika Świętego Piotra, Zamek Świętego Anioła, dzielnica Prati, a jeszcze dalej przy dobrej pogodzie, nawet obserwatorium astronomiczne na Monte Mario. Piazza del Popolo, dla wielu turystów, to często miejsce startowe do zwiedzania historycznego centrum Rzymu, dla nas było to miejsce ostatniego spaceru.
Co ciekawe ze wzgórza jest bardzo blisko (idąc górą) do schodów hiszpańskich, do których „niechcący” dotarliśmy.